Londyn na Week-end

Londyn na Week-end

W zębach ciągle jeszcze skrzypi piasek, przygnany do Marakeszu prosto z Sahary pustynnym wiatrem, a już pora na kolejny wyjazd. Tym razem nie będzie egzotycznie: Europa… lub nie?… 😏 Wszyscy w naszym docelowym kraju żyją Brexitem 🙂 Tak to Anglia, a dokLadniej to jej stolica, Londyn. 

NOCLEGI

Okazuje się, że mamy do czynienia z miastem bardzo drogim. Znaleźć tutaj jakiś dach nad głową graniczy z cudem. Oczywiście, wychodząc z załozenia, że nie chcemy się zrujnować, w przeciwnym wypadku zaplecze noclegowe jest całkiem imponujące. 
Tym razem wymiana domami okazała się niemożliwa, po prostu nikogo chętnego nie znaleźliśmy na nasz domek. Pozostało nam zatem znalezienie czegoś na własną rękę. 

FACE BOOK POMAGA

Znajomi nie pomogli, pomógł Facebook. A dokładnie niejaka pani Kasia. Owa pani to więcej niż jedna osoba, zawsze kiedy piszemy do siebie, mówi o sobie w liczbie mnogiej. Znalazłem ją w jakimś niepozornym ogłoszeniu; chciała wynająć pokój, zapytałem czy byłaby nami zainteresowana i okazało się, że tak. 

Tajemnicza to osoba. Zaczynam ją podejrzewać o przynależność do świata magii. Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że owa kobieta mieszka w Londynie, jest więcej niż jedną osobą i wiele innych ciekawych spraw z nią związanych? Jedziemy przecież do miasta Harrego Pottera i przy odrobinie szczęścia okaZe się, że owa Kasia zna go osobiście. To by dopiero sprawiło radość naszej córce, bo tym razem jedziemy w trójkę. 

DZIEŃ PIERWSZY

GDZIE JEST PRAWDZIWA CYWILIZACJA? 
Będzie dzisiaj trochę porównaN. Pozwolę sobie zestawić kraj trzeciego świata, Maroko, „zacofaną” północną Afrykę z nowoczesną Europą. Wielka Brytania,… Anglia,… Londyn,… być tutaj jest w modzie.
No i co otrzymujemy w zamian? 

LOTNISKO 

To w Marakeszu piękne, nowoczesne…przyznam jednak, że oczekiwanie na kontrolę paszportową zaskoczyło nas, poczuliśmy się jak za komuny, kiedy wszędzie potrzebowaliśmy wizy. JednakZe pan policjant okazał się miły i nie było żadnych niemiłych przygód. 

To w Anglii brzydkie i zalatujące starością, wielkie i nieprzyjemne. Okazuje się jednak, że i tutaj, w sercu Europy, musieliśmy ustawić się w niekończącej się kolejce do kontroli paszportowej. Ta, podobnie jak marokańska, okazała się bezproblemowa. 
Problemem jednak okazała się próba dotarcia do Londynu. Dworzec kolejowy mogę określić trzema słowami: kolejki, chaos i krzyki. A żona, na pytanie jakich trzech słów użyłaby na jego opisanie wykrzyknęła tylko „O JEZU!!!”

LUDZIE

Marok, kolorowy, ciekawy i nawet ładny. 

Londyn jest chyba jednak bardziej kolorowy, napewno etnicznie mamy tutaj prawdziwy kalejdoskop. Czasami nie odnosisz wrażenia, że jesteś w Europie, tyle tutaj różnych nacji się przewija. No i ludzie tutaj są bardziej zaniedbani. 
Może to fakt, że Europa jest bogatsza niż północna Afryka. Myślę o Polsce z lat mojego dzieciństwa i młodości, lata 80 i 90-te. W sklepach wszystkiego brakowało, ale żywność, którą nam sprzedawano była o wiele zdrowsza. Podobnie jest teraz w Maroku. I może dlatego ludzie tam sprawiali wrażenie zdrowszych, bardziej wysportowanych i ogólnie nieco szczuplejszych. 
Natomiast Londyn ma jedną fantastyczną zaletę: ludzie tutaj sprawiają wrażenie, że zupełnie nie przejmują się własnym wyglądem. Tutaj, każdy czuje się piękny i eksponuje swoje ciało jak modelka na wybiegu. Niektórych może to gorszy, mnie ma początku zdziwiło, ale bardzo się mi to podoba. Tutaj nikt nie próbuje być jak z gazety. Fantastyczne podejście do samego siebie. 

ZWIEDZAMY

Dotarliśmy do centrum. Dla córki to pierwsza wizyta w stolicy Anglii, my zaś nie jesteśmy socjologami badającymi zwyczaje tubylcze, zatem zaatakowaliśmy turystyczne centrum miasta. A czy Londyn jest naprawdę piękny 🤔🤔🤔 lub interesujący?  
Mnie osobiście bardzo się podoba, córce i żonie również.

Pałac Buckingham
Po błądzeniu wśród londyńskich taksówek i czerwonych piętrowych autobusów, tak charakterystycznych dla tego miasta, dotarliśmy do pałacu Buckingham. 
To kolejny po Wiedeńskim i Paryskim „największy” pałac królewski na świecie 🤔🤔🤔
Urody jednak nie można mu odmówić, budowla w stylu neoklasycystycznym skrywa wiele tajemnic. Trudno stwierdzić, które z historii są prawdziwe a które są dziełem wyobraźni człowieka. Prywatne stacje metra, sieć tuneli służąca do ewakuacji rodziny królewskiej i wiele innych które z łatwością zanjdziesz na internecie 😏. Osobiście pomimo niewątpliwej urody pałacu, wiedeńskie baroki bardziej mi się podobają. 
Jak przystało na siedzibę królewską całość jest otoczona pięknym parkiem. Lub parkami, o ile dobrze rozczytałem mapę jest ich trzy w bezpośrednim sąsiedztwie pałacu. 
My kierowaliśmy się w kierunku opactwa Westminster. Wybraliśmy zatem ten, który był nam po drodze. Piękny, chciałoby się rzec w stylu angielskim, ale tego nie jestem pewien zatem zamilknę na chwilę,…
Po krótkim spacerze dotarliśmy do czegoś, co przypominało wielką arenę na wolnym powietrzu. Było to miejace pezeznaczone na pokazy jazdy konnej. Przy okazji natknęliśmy się na gwardię królewską.
Królewska Straż jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Wielkiej Brytanii – tuż obok charakterystycznych czerwonych budek telefonicznych czy piętrowych autobusów. 
Historia służby Gwardii Królewskiej sięga XVII wieku. Mimo, że znalezienie się w jej szeregach to zaszczyt i prestiż, wykonywana przez strażników praca często bywa nazywana “najnudniejszym zajęciem świata”. 
Nie sama jednak gwardia zrobiła na mnie ogromne wrażenie, a zachowanie turystów. Ci aby zrobić sobie fotografię z gwardzistą traktują tych ostatnich jak przedmioty, jakby nie byli to ludzie a zwierzęta w zoo. 
Na szczęście gwardziści potrafią sobie radzić z turystami i bieda temu którego dotknie gniew gwardzisty. Ale to dobrze 🙂
My grzecznie i z szacunkiem popatrzyliśmy na cały ten cyrk z turystami, po czym oddaliliśmy się w kierunku parlamentu i wszystkiego obok. 

Big Ben
To nazwa 13,5 tonowego dzwonu znajdującego się w wierzy Elżbiety (Elisabeth Tower). 
Ciekawostką jest, że wieżę mogą zwiedzać tylko osoby mieszkające na terenie Wielkiej Brytani, po uprzednim otrzymaniu specjalnego zezwolenia. 
Jego uroda powaliła mnie z nóg, właściwie to nas wszystkich 🙂 Po raz ostatni widziałem go 18 lat temu, podczas mojej poprzedniej wizyty w Londynie. Jednak teraz wieża owa otoczona rusztowaniem i owinięta jakąś czarną tkaniną bardziej kojarzyła się mi z Mekką w Arabii Saudyjskiej niZ z symbolem Londynu. 
Ten stan ma trwać przez najbliższe dwa lata… nie mam jednak poczucia jakiejś ogromnej straty. Wręcz przeciwnie, zaskoczenie które uwieczniłem na zdjęciach, traktuję jako ciekawostkę którą pewnie jeszcze długo będę opowiadał znajomym. 

WieZa, pomimo oficjalnej nazwy „Elisabeth Tower” bardziej znana jest jako Big Ben. Jest ona częścią Pałacu Westminster, w którym znajduje się siedziba parlamentu Wielkiej Brytanii.
Najstarsza część pałacu pochodzi z 1097 roku. Pierwotnie była to siedziba królewska, ale już od XVI wieku żaden monarcha brytyjski tam nie mieszkał. Przyczyną był pożar z roku 1512. Jednak dużo poważniejszym zniszczeniom pałac uległ w roku 1834, w jego następstwie został on odbudowany w stylu neogotyckim z epoki Tudorów. 

W bezpośrednim sąsiedztwie parlamentu znajduje się Opactwo Westminster. Opactwo to od czasów Wilhelma Zdobywcy jest miejscem koronacji królów Anglii i Wielkiej Brytanii, a od XIII wieku miejscem pochówku królów i zasłużonych osób. 

KORONOWANI W KATEDRZE 
– Wilchelm zdobywca
– Ryszard Lwie Serce
– Jan bez Ziemi
– Małgorzata Andegaweńska…
I wielu wielu innych. W sumie wszystkich koronacji było aż 54. Pierwsza w 1066 roku, jak wspominałem, był to Wilhelm Zdobywca. Ostatnia w 1953 roku, Elżbieta II, i pewnie niebawem doczekamy się kolejnej,…

W opactwie znajdują się też groby :
– Bena Jonsona
– Karola Dickensa
Ostatnią pochowaną w katedrze osobą jest Stephan Hawking (+2018)
Anglicy nie mieli wątpliwości, że taka osobistość powinna spocząć w dostojnym Opactwie Westministerskim, w tak zwanym Zakątku Naukowców, gdzie spoczywają już takie największe znakomitości nauki, jak Isaac Newton i Karol Darwin.

My zupełnie przez przypadek znaleźliśmy się w środku katedry, w stellach tuż obok mnichów i braliśmy udział w ich wieczornych śpiewach. Dość niespodziewane i zaskakujące doświadczenie. 
Przy okazji zaoszczędziliśmy ponad 50 £, tyle bowiem mniej więcej kosztowały by nas bilety gdybyśmy musieli je kupić. Odłorzymy na kupkę może kiedyś uzbiera się pierwszy milion 🙂.

DZIEŃ DRUGI

Jesteśmy połykaczami kilometrów, nasze zwiedzanie to niekończące przemieszczanie się, zatem nasz kolejny dzień rozpoczęliśmy od zwiedzania miejscowych sklepów dla miejscowej ludności. Przyjemne to, zwłaszcza dla naszego budZetu. Przyznam bowiem, że po poprzednim dniu spędzonym w miejscach turystycznych, przez nasze portfele przeszła potężna burza i dokonała w nich wielkich spustoszeń. Można to również nazwać wymianą, towar za gotówkę 🤔🤔🤔 Nierówna to jednak wymiana… cóż przynajmniej dzieci będą zadowolone z prezentów. 

Po krótkiej wizycie w Lidlu i obiedzie zjedzonym na przygodnej ławce, ponownie skorzystaliśmy z Londyńskiego metra. Dzisiaj na cel wzięliśmy Harrego Pottera  i jego peron 9 3/4 na stacji Kings cross. Fani jego książrk z pewnością wiedzą o co chodzi. 
Warto było? 
WedLd mnie, absolutnie nie! Sama stacja jest nowoczesna i estetyczna, ale pamiątki po słynnym czarodzieju są doklejone na siłę. Pasują tam jak garbaty do ściany.
Kawałek wózka udający, że przenika przez ścianę, pani zakładająca ci dziurawy szalik i wręczająca magiczną różdżkę, abyś mógł sobien robić zdjęcie jako Harry Potter. Żałosne, do tego ludzie ustawiający się w kolejce, to jakaś śmieszna hucpa, jak scena z filmu Barei. 
Popyt jednak napędza podaż, a sądząc po ilości chętnych do uczestnictwa w tym czymś, cała ta Zenada generuje dość wielki zysk wykonawcy. 
Nie polecam. 
Ale fajnie było zastać na stacji pianino, do tego Gabi zrobiła nam na nim mini koncert. 

Potem było już tylko lepiej. Skąpani w słońcu przemierzaliśmy ulice Londynu. London Bridge omyłkowo wzięliśmy za Tower Bridge, pomyłka jednak nie okazała się wielce dotkliwa. Z tego pierwszego spacerem przeszliśmy w kierunku tego właściwego. Po drodze mijając Tower of London, starą warownię.
Kolejne miejsce zamieszkania brytyjskich monarchów, chyba dobrze jest być królem Anglii. Gorzej natomiast było być podwładnym ówczesnych monarchów. Tamtejsze więzienia nie należały do przyjemnych, faktem jest jednak, że ówczesni kaci byli mistrzami w swojej dziedzinie. Tower of London pamięta wiele strasznych historii i dramatów ludzkich. 

CHINA TOWN / M&M’s / Lego’s shop
Sodoma i Gomora XXI wieku, trudno będzie oddać słowami atmosferę panującą w tym chyba niezwykle modnym miejscu Londynu. 
Ulice pękające w szwach, wypełnione ludźmi do granic możliwości. Można tutaj podziwiać artystów różnej maści. Jedni prezentują spektakle na wysokim poziomie, inni zwyczajnie próbują wyciągnąć od ciebie kasę. 
Oglądając chłopaków tańczących break dance, moją uwagę przykOł dziwny przebieraniec pod parasolem, przeciskający się przez tłum. Okazało się, że to ksiądz z monstrancją w towarzystwoe kilku wiernych. Wyglądało to jak jakieś kuriozum, zupełnie nie pasował do miejaca i atmosfery. 
Jeśli dodasz do tego grupę tańczących Harry Kryszna i kłOcącego się z nimi Afroamerykana chcącego ich przepędzić, krzyczącego z całych sił oraz wegańską demonstrację przed KFC…. będziesz miał lekki obraz dużo cięższej rzeczywistości tego dziwnego miejsca. 
Są i panowie grający w trzy karty. Byłem przekonany, że to nasi rodacy, kiedyś było to przecież i u nas bardzo popularne.
Myliłem się jednak, ich mocno opalone twarze wskazywały na przybyszów z poza Europy. Efekt końcowy jest ciAgle zawsze ten sam. Opuszczasz to miejsce, zdenerwowany, zawstydzony, klnąc na siebie, nie rozumiejąc jak mogłeś dać się nabrać na tak ewidentny przekręt. Wiem co mówię! Straciłem tak kiedyś dwie całe wypłaty. Pięć minut aby poczuć się poniżonym. 🤔🤔🤔 Taka lekcja od życia. 

Dzień trzeci

Pani Kasia …udało się mi rozwiązać tajemnicę jej wieloosobowości. Po prostu jej dom jest wypełniony ludZmi i nią samą, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. 
Nie zmienia to faktu, że jest to osoba magiczna, na szczęście uprawia dobrą magię, do tego ma serducho wielkie jak Big Ben. 
Kiedy wieczorami wracaliśmy do domu i nie mieliśmy na nic sił po całym dniu londyńskich przygód, a jedyne o czym marzyliśmy to o pójściu spać. Okazywało się, że spędzaliśmy w jej towarzystwie długie godziny na ciekawych i niekończących się rozmowach. Przy okazji zajadając się angielskimi (czy polskimi??!!) ciastkami i pijąc piwo, niezdrowo ale przyjemnie 😏😏😏. Niestety pani Kasia nie znała Harrego Pottera. 

Angielskie śniadanie

Dnia trzeciego z rana, Pani Kasia postanowiła nam pokazać jak wygląda prawdziwe angielskie śniadanie. 
Przypłaciliśmy to prawie życiem, niesposób było bowiem znaleźć w sobie choćby odrobinę rozsądku, aby powstrzymać się przed pożeraniem wszystkiego, co znalazło się na suto zastawionym stole. 
Byłem wprawdzie w Anglii, ale w pewnym momencie poczułem się jak smok wawelski po wypiciu całej wody z Wisły.

Po takim śniadaniu postanowiliśmy dotoczyć się do metra, trudno byłoby to nazwać spacerem. Dzisiaj w planach mamy Greenwich.

Greenwich Jest to dzielnica Londynu położona nad brzegiem Tamizy, znana jest ze swojego morskiego dziedzictwa. Na jej terenie znajduje się Cutty Sark, tj. XIX wieczny statek, pięknie odrestaurowany. Tu jest muzeum morskie. Warto dodać, że wstęp jest bezpłatny. Obserwatorium królewskie oraz nowoczesma arena l’O2. 
Cała dzielnica jest niezwykła, na mnie zrobiła bardzo pozytywne wrażenie, jej nowoczesna architektura jest pięknie wymieszana z budynkami z epoki. 
Tutejsi architekci pokazują, że nowoczesne budownictwo potrafi być interesujące i estetyczne, w przeciwieństwie do białej kwadratowej współczesnej Szwajcarii.

Uwaga na niedzielne metro! Aby dostać się na miejsce, straciliśmy około dwóch godzin, podobno w niedzielę jest wykonywanych wiele remontów metra i my padliśmy właśnie ich ofiarą. Z drugiej zaś strony byliśmy na wakacjach i donikąd nam się nie spieszyło, zatem nie stresowaliśmy siė w ogóle. 

Kiedy już nasiąknęliśmy atmosferą miejsca, zdobyliśmy miejscowy statek i postanowiliśmy powrócić do ścisłego centrum Londynu. Tytanik okazał się całkiem nowoczesny i przyjemny, do miejsca przeznaczenia dotarliśmy popijając kawę i herbatę. 
Nasz najmniejszy członek wyprawy marzył o karmieniu wiewiórek, dlatego postanowiliśmy poszukać ich w parku St. Jame’s obok pałacu Buckingham. 
Znaleźliśmy je, fajne, ale jakoś nie szczegOlnie się nimi wzruszyłem, w przeciwieństwie do córki. Jej szczęście trudno jest opisać słowami, ale dla samego jej widoku warto było tutaj przyjść. 

Tak oto dobiegł końca nasz londyński pobyt. Na sam koniec trafiliśmy na polski sklep! Dla miejscowych pewnie nic nowego, dla nas jednak haust polskiego powietrza. Po pierwsze choć zdawaliśmy sobie sprawę, że takie sklepy istnieją nie przypuszczaliśmy, że oferują tak wielki asortyment naszych rodzimych produktów. Po wtóre mieszkając na codzień w Szwajcarii i będąc pozbawionym dostępu do takich specjałów, cieszyliśmy się jak dzieci. Każdy z nas zrobił sobie małą przyjemność i z zadowolonymi minami wróciliśmy na ostatni nocleg do zaczarowanego domu niezwykłej pani Kasi.

KONIEC

Londyn 🤔🤔🤔, niezwykła podróż, niezwykłe miasto, niezwykli ludzie. Kolejne miejsce, gdzie chętnie byśmy powrócili, ale my chyba już tak mamy, że zawsze i wszędzie nam się podoba. 

3 comments on “Londyn na Week-end
  1. Kasia pisze:

    Czytam bo lubię i lubię to co czytam 😁
    Do zobaczenia wkrótce🍀
    Pani Kasia

  2. Gośka pisze:

    Bardzo interesujący artykuł i ciekawe porady.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *