Wiedeń

Wiedeń

wprowadzenie.

2019 rok jest niezwykle bogaty w podróże. Po Francji, Belgii, Luksemburgu, nie licząc samotnej wyprawy Szefowej na Cypr, przyszedł czas na Austrię. Dla mnie to powrót po 22 latach, do mojego dawnego miejsca zamieszkania. Dla dzieci odkrywanie nowego miasta, a dla żony kolejna wizyta w tym niewielkim państewku.
Ponieważ starym zwyczajem dokonaliśmy wymiany mieszkań, dlatego to kolejna wyprawa niskobudżetowa. Niskie koszy nie przekładają się jednak na niską jakość pobytu.
Tym razem znaleźliśmy się w pięknym ponad 100 metrowym mieszkaniu! Kolejny raz utwierdziliśmy się w przekonaniu, że ta forma turystyki bardzo nam odpowiada:)

 

Dzień pierwszy.

To taki zwyczajny rekonesans. Wiedeń powitał nas chłodno i deszczowo, nie przysłoniło to jednak piękna tego miasta. Katedra Św. Stefana, okazała się równie piękna jak przed laty. Kartnergasse ze swoimi butikami i ścisłe centrum miasta z kafejkami i restauracjami, jak za dawnych lat urzekły mnie swoim pięknem. Zigzakowaliśmy jeszcze pomiędzy kroplami deszczu, jednak po jakimś czasie poddaliśmy się i wróciliśmy do domu.

Podczas mojego rocznego pobytu było to miejsce, które odwiedziłem niezliczoną ilość razy. Podobnie zresztą jak inne atrakcje, mój ponad roczny pobyt w stolicy Austrii składał się z trzech dni pracy, pozostałe cztery dni tygodnia spędzałem na poszukiwaniu pracy i zwiedzaniu miasta. Większy jednak nacisk kładłem na turystyczny aspekt tego pobytu niż zarobkowy. Cóż kiedy masz niecałe 20 lat to inaczej, bardziej beztrosko patrzysz na życie.

Dzień drugi.

Dzisiaj powitało nas piękne słońce. Po powolnym śniadaniu ruszyliśmy w kierunku Belwederu.

Belweder to jeden z największych barokowych pałaców Wiednia, to jedno wielkie muzeum. Dla mnie bardzo ciekawe, miałem nieopisaną przyjemność oglądać z dziećmi obrazy i rzeźby i inne eksponaty, przy okazji tłumacząc im sztukę (na tyle na ile jestem kompetentny 😏).
Wielce „podniecony” byłem oglądając obrazy Gustawa Klimta, a zwłaszcza jego słynny „pocałunek”. 🤣🤣🤣 No bez przesady, przyznam, że inne obrazy bardziej mi przypadły do gustu, aczkolwiek i jego twórczość jestem w stanie oglądać bez uszczerbku dla moich uczuć estetycznych.

Z Belwederu, podreptaliśmy w kierunku opery. O dziwo, przechodząc obok polskiego kościoła, fontanny i kościoła pod wezwaniem Św. Piotra powróciły wspomnienia sprzed lat. Nic konkretnego coś na zasadzie „déjà vu”. Polski kościół, miejsce gdzie można było załatwić dosłownie wszystko. Wynająć mieszkanie, znaleźć transport do Polski, kupić polską prasę i nie tylko 😏. Taki trochę arabski suk lub zwykły burdel pod kościołem.

Piękny jest Wiedeń, po drodze zajrzeliśmy do najpiękniejszej sali koncertowej „Musikverein”. Nasze zwiedzanie dobiegło końca przy Wiedeńskiej operze, do której jeszcze wrócimy (podobnie jak do sali koncertowej).

Dzień trzeci.

Shönbrunn, to kolejny Wiedeński pałac, podobnie jak Belweder w przeważającej części barokowy. Cały zespół pałacowy położony jest na terenie ogromnego ogrodu. Ponadto na jego terenie, jeśli wierzyć przewodnikowi, znajduje się najstarszy ogród zoologiczny świata.
Całe to miejsce warte jest odwiedzenia, natomiast to czy chcemy zobaczyć całość czy tylko wybrane miejsca to już sprawa upodobań. Tak czy inaczej, najlepiej jeśli przeznaczysz na pałac cały dzień. Można zrobić to również po japońsku, sfotografować, nakręcić wszystko co się da i pognać przed siebie w poszukiwaniu kolejnych Wiedeńskich atrakcji, wielu widzieliśmy takich turystów. My jednak postanowiliśmy pozostać do zachodu słońca.

Dzień czwarty.

Wiedeńskie łóżka mają jakąś dziwną właściwość, a mianowicie kiedy się na nich położysz jest prawie niemożliwe, aby je opuścić. Może w tej części europy przyciąganie ziemskie działa nieco mocniej?
Bardzo polubiłem moje poranne wyprawy po rogaliki, wprawdzie to nie Francja i nie francuskie to pieczywo, jednak w dobie globalizacji nie wydaje się mi aby była jakaś różnica w smaku pomiędzy jednymi a drugimi. Mnie chyba jednak sprawa podwyższonej wiedeńskiej grawitacji łóżkowej dotyczy trochę mniej niż reszty rodziny 🙂.
Po śniadaniu metro i znowu jesteśmy gdzieś w środku miasta. O powitalnym deszczu już zapomnieliśmy, ubrania wyschły, ogólnie pogoda jest naprawdę wspaniała, temperatura w sam raz.

Ratunku !!!

Piszę ten tekst w samolocie wracając z Maroka i chyba pasażer siedzący obok przejadł się miejscowych specjałów, a ja muszę teraz to wdychać, masakra 🙄, szkoda że w samolotach nie można uchylać okien.

 

Wracając do Wiednia, dzisiaj mamy w planach zwyczajne wydeptywanie tutejszych ścieżek, takich przeznaczonych dla wiedeńczyków. Oczywiście mnóstwo tutaj parków, zahaczamy o jeden z nich. Park miejski, z pozłacanym pomnikiem Strausa, zapomniałem, że tak tutaj pięknie.

Pół-ekonomiczny sposób podróżowania – polega to na tym, że robimy wszystko naprawdę tanio, noclegi, transport, jedzenie itp. Z drugiej strony kiedy naprawdę mamy na coś ochotę, to bardzo często zostaje owa ochota zaspokojona. Najczęściej jednak mamy ochotę na poznawanie świata, wciąganie otoczenia, miejscowej kultury, ludzi, a nie na konsumpcję, zatem dużo jeździmy a mało wydajemy.

Ponieważ sposób naszego podróżowania jest pół-ekonomiczny, zaplanowaliśmy na dzisiaj darmową wizytę w muzeum belwederskim. Okupione jest to ponad godzinnym staniem w kolejce, dla mnie opcja fajna. Lubię tak sobie stać i obserwować zachowanie ludzi, którzy niewiedzą co z sobą począc przez taki okres czasu, nawet komórki zaczynają ich nudzić. Żona zaś z dziećmi skorzystała z ogrodów otaczających pałac. To czas na rozmowy, zabawę, czytanie przewodnika i odpoczynek. Warto było czekać, nawet jeśli to „tylko” kolejne niezliczone obrazy i trochę rzeźb, szkoda tylko, że czas tak szybko nam się skończył. Tego wieczoru mamy jeszcze w planie koncert muzyki Mozarta w Musikverein.

Musikverein – to najpiękniejsza wiedeńska sala koncertowa. Ceny biletów na spektakl są bardzo drogie. Dla pięciu osób zapłacilibyśmy dużo więcej niż nasz budżet byłby w stanie wytrzymać, dlatego postanowiliśmy kupić sobie miejsca leżące.

Brzmi luksusowo i trochę tak jest, ale to już zależy od podejścia do sprawy. Na samym końcu sali jest około 300 miejsc stojących, każde w cenie 17€. Jak dla mnie może być. Kiedy wchodzisz przed koncertem, pierwsze rzędy są szczelnie wypełnione przez Chińczyków. Coś mi podpowiadało, że oprócz koncertu będę miał bonusa w postaci spektaklu chińskiego dziwnego zachowania. Przeczucie mnie nie myliło 🙂 ale wszystko po kolei.
Pomyślałem sobie, że hordy dalekowschodnich najeźdźców pewnie się zmęczą i nie utrzymają swoich dominujących pozycji przez dwie godziny trwania spektaklu. Zatem spokojnie wszyscy położyliśmy się w ostatnim rzędzie, na mięciutkim czerwonym dywanie wygodnie oparci o ścianę. Przyznam, że szybko nasze miejsca stały się obiektem zazdrosnych spojrzeń pierwszej lini frontu. Jak na prawdziwej wojnie, linia owa bardzo szybko zaczeła się przerzedzać, dając nam możliwość spokojnego pooglądania artystów w tradycyjnych strojach z epoki Mozarta. A kiedy mieliśmy ochotę wracaliśmy na nasze jeszcze cieplutkie miejsca i zamienialiśmy się w słuch.

Opera wiedeńska.
To pierwszy reprezentacyjny budynek jaki powstał na Ringstrasse.

Była kiedyś w Europie moda na burzenie murów obronnych otaczających miasta. W ich miejsce powstawały reprezentacyjne ulice wokół których budowano wielkie wspaniałe budowle, mające pokazać wielkość władzy, bogactwo panujących itp. Moda ta nie ominęła również Wiednia. Może szkoda starych murów, przyznam jednak że w ich miejsce powstało coś równie pięknego i może nawet bardziej imponującego.
Jak już wspomniałem pierwszym z całej serii budynków była opera. Niezwykle kontrowersyjny obiekt jak na swe czasy, tak wiele krytyki wzbudził, że jeden z architektów popadł w ciężką chorobę po czym w krótkim czasie dokonał żywota, drugi zaś z nich popełnił samobujstwo.
Mnie owa architektura bardzo się podoba, przyznam jednak, że pojawiłem się na tym świecie kilka lub kilkanaście pokoleń po ludziach z tamtej epoki, być może dlatego nie rozumiem tamtej krytyki.
Można zwiedzać budynek opery, można również pójść na spektakl, ale tego drugiego nie mieliśmy w planach, kupiliśmy zatem bilety na zwiedzanie. Szkoda, że nie ma wizyty w po polsku, my zwiedzaliśmy w naszym drugim języku, czyli po francusku.
Problem polegał jedynie na tym, że język ów jest piękny, ale w wykonaniu pani Niemki brzmiał jak nawoływanie marokańskiego imama na modlitwę w Marakeszu. Nie fajne to było, taka niemiecka romantyczność.
Być może to jest powodem mojego rozczarowania tą wizytą. Natomiast mimo wszystko cieszę się, że byliśmy tam, zobaczyłem kilka rzeczy, których wcześniej niewidziałem, paru rzeczy się nauczyłem. Warto skorzystać z tej opcji.

Tak oto nasz pobyt wiedeński dobiegł do końca, po raz kolejny jesteśmy zadowoleni, kolejny raz odwiedziliśmy miejsce gdzie chętnie wrócilibyśmy na nowo. Ale przed nami kolejne plany, lista miejsc do zwiedzenia jest długa.

Ciekawe jak sprawdzić ilu z was dotrwało do końca tekstu 🤔🤔🤔. Jeśli macie jakieś pomysły, to piszcie w komentarzach.

Pozdrawiam

 

One comment on “Wiedeń
  1. Zośka pisze:

    Bardzo ciekawe, dobrze się czyta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *