Pierwsza przełęcz w sezonie / GURNIGEL PASS

Pierwsza przełęcz w sezonie / GURNIGEL PASS

Styczeń, rok 2018
– Tato jak to jest kiedy śpi się pod gołym niebem?
– Poczekaj na koniec zimy, wówczas pojedziemy aby sprawdzić jakie to uczucie…

PRZYGOTOWANIA
W końcu nadszedł 20 Kwietnia, mamy wiosnę, w związku z tym przyroda powoli budzi się do życia, jakież to wspaniałe uczucie. Mam wrażenie, że ja również wybudzam się powolutku z zimowego letargu.

Najważniejsze jednak to fakt, że nareszcie mogę zabrać syna na pierwszą przejażdżkę motocyklową w tym sezonie. A przy okazji zaoferować mu, możliwość spędzenia pierwszej w jego życiu nocy pod gołym niebem.

Ponieważ nie jedziemy daleko, pakowanie bagażu zajmuje nam niewiele czasu. Ciepłe ubrania, śpiwory, latarki oraz kilka drobiazgów, to właściwie wszystko.

Z pewnością o syna zadbałem dobrze, natomiast o siebie nieco gorzej. Dlatego on wyspał się doskonale, ja natomiast zmarzłem strasznie. Jednak warto było zmagać się z zimnem i niewygodą wynikającą z przecenienia możliwości mojego starego śpiwora.

WYPRAWA
Wyruszyliśmy wczesnym popołudniem, naszym celem była, niewysoka alpejska przełęcz o nazwie „Gurnigel”, położona w Szwajcarii niemieckiej.

Miałem wrażenie, że o niczym nie zapomniałem. I w istocie tak było, właściwie ile człowiekowi jest potrzebne do szczęścia? Z rzeczy materialnych naprawdę niewiele, ponadto jadąc na motocyklu, nie jest wskazane zabieranie dużej ilości bagarzu.

BEŁKOT FILOZOFICZNY
Nie twierdzę, iż dobra tego świata są mi obojętne. Natomiast wydaje mi się, że modne jest dzisiaj odcinanie się od rzeczy materialnych, takich jak kredyty, pieniądze, samochody, motocykle, czy inne przedmioty.
Odnoszę wrażenie czytając dzisiejszą prasę, głównie tą podróżniczą, że szczęście jest na wyciągnęcie ręki, wystarczy tylko ruszyć prosto przed siebie aby je osiągnąć. Pewnie jest w tym odrobinę prawdy, ale…

Z mojego punktu widzenia rzeczy materialne z pewnością są potrzebne, dzięki nim mogę realizować moje marzenia, pasje.

Nie nie jest to jednak blog filozoficzny, dlatego na ten moment zamykam temat, być może poruszę go kiedyś, przy okazji innego wpisu, natomiast teraz wracam do naszego wyjazdu.

ZIMNO CIEPŁA NOC
Odnoszę wrażenie, że syn jest szczęśliwy i lekko zaniepokojony, ma w końcu jeszcze 10 lat. Jego entuzjazm i szczęście stają się również moim udziałem. Jakie to wspaniałe uczucie kiedy tata i syn mogą razem wyjechać, co czuję ponadto? Prawdopodobnie wielki wewnętrzny spokuj ponieważ wiem, że wszystko będzie dobrze.

Jedyna rzecz, której nie przewidziałem to fakt, że mój stary 10-letni śpiwór, jest w opłakanym stanie. W teorii, miał mi zapewnić komfort do temperatury -10°C. Jest w nim jednak bardzo zimno.
Już przy temperaturze -2°C i bardzo zmarzłem. Wprawdzie poubierałem wszystko co miałem, lecz kurtka do jazdy na motocyklu nie zapewnia królewskich wygód. Ochraniacze wbijają się gdzie mogą, w związku z tym spanie w takim stroju podobne jest do wypoczynku w zbroi rycerskiej.
Zatem niezbyt komfortowe są to warunki do regeneracji, dla utrudzonego pielgrzyma. Na szczęście nie bardzo byłem zmęczony, a zatem nie stanowiło to żadnego problemu.

W SYMBIOZIE Z NATURĄ
Jednak i to miało swój urok, ponieważ byliśmy jak dwaj błędni rycerze. Sen pod gołym niebem jest wyjątkowym przeżyciem, chociażby ze względu na to bratasz się z naturą. Taki sen jest jak powrót do źródeł, kiedy wokół jest tylko przyroda. Ponieważ jesteś zupełnie odcięty od świata, od cywilizacji, dlatego czujesz się jak przed wiekami, jakbyś przenisół się w czasie o kilka wieków.

Wyobraź sobie to wspaniałe przeżycie, kiedy czujesz jak ziemia oddycha, kiedy do twoich uszu dociera po pierwsze tylko cisza, po drugie szum wiatru, po trzecie odgłosy lasu, po czwarte, po piąte, po… kiedy za sąsiada masz wiosenną zaspę śniegu.

Ponieważ Pani Wiosna rozpoczyna dopiero swoje panowanie, jeszcze nie zdążyła uporać się ze wszystkim. Co najważniejsze jednak to fakt, że za posłanie przygotowała dla nas niezwykle piękny dywan z pierwszych wiosennych kwiatów.

ZACZAROWANY PORANEK
Sceneria w której przyszło nam spędzić noc, była iście królewska.
Poranek natomiast, ze wschodzącym słońcem był jak zaczarowany. Wspaniałe alpejskie szyczyty; Munch, Eger i Jungfrau były na wyciągnięcie ręki. Majestatyczne czterotysięczniki, jeszcze nie zdążyły porzucić zimowego odzienia, dlatego mimo wiosennej pory i morza kwiatów mieliśmy przyozdobione śniegiem alpy.

Piękno spływało na nas z absolutnie każdej strony, dlatego mieliśmy wrażenie, że świat się do nas uśmiecha, właściwie była to prawda, uśmiechał się.

W taki oto sposób rozpoczęliśmy sezon motocyklowy 2018, niebawem były inne podobne wyjazdy, był deszcz, był wiatr, było zimno, było gorąco, było zmęczenie, radość, ekstaza, było wszystko co możesz sobie wyobrazić,…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *