Uralem do Murten

Uralem do Murten

Małe jest pięknie, ponadto wcale nie trzeba jechać na drugi koniec świata aby zachwycić się wspanialymi widokami. Czegoś takiego doswiadczyłem dzisiaj.

Murten lub Morat, Szwajcarzy niemieckojęzyczni używają tej pierwszej nazwy, tej drugiej ludność mówiąca w jezyku francuskim.
Taka oto ciekawa przypadłość Szwajcarii a szczególniej okolic którędy biegnie granica jezykowa.
Jak bowiem powszechnie wiadomo w krainie gdzie Wilhelm Tell strzelał do własnego syna, ludność zwykła mówić trzema lub nawet czterema językami.
Wierza babel ktos mógłby rzec, niemniej jednak z biblijnego opisu wynika, że tam ludzie nie byli w stanie sie porozumieć. Szwajcarzy natomiast wykiwali Pana Boga i pomimo mnogości języków, doskonale potrafią się dogadywać i stworzyli dobrze funkcjonujący kraj, w ktorym żyje się doskonale.

Zatem miasteczko owo o dwujezycznej nazwie jest niezwyklej urody, tutejsza ludność faktycznie jest dwujęzyczna, część rozmawia w języku francuskim a część w dialekcie niemieckim.
Murten jest pięknie położone nad jeziorem o tej samej nazwie. Jego średniowieczna zabudowa niejednego amatora piękna wprawi w zachwyt, a tutejsze zachody słońca można zaliczyć do jednych z najpiękniejszych w Szwajcarii.
Miasto do dnia dzisiejszego zachowało mury obronne prawie w całości, są one niemym świadkiem burzliwej przeszłości tego miejsca, które niezawsze było tak senne i spokojne jak dzisiaj.
Slynna na całą Szwajcarie jest bitwa pod Murten.
Do bardziej pokojowych ciekawostek zaliczyć można grupę bębniarzy, którzy w dniach kiedy są glosowania przemierzają miasto dudniąc w bębny, aby przypomnieć mieszkańcom o obowiązku obywatelskim. Dzisiaj to echa histori bowiem większość obywateli głosuje korespondencyjnie, niemniej jednak tradycja owa przetrwała.

To wszystko bylo celem mojej dzisiejszej mini wyprawy, miejsce doskonale mi znane lecz środek transportu jakże dla mnie egzotyczny. To moja druga w życiu przejażdżka sportową wersja rosyjskiego czołgu T-34, czyli Uralem.
Zabrałem syna i uśmiech z gęb nie schodził nam przez całą drogę, a nasze podekscytowanie było tak wielkie, że w podróż ową wybraliśmy sie bez dokumentów i co lepsze bez tablic rejestracyjnych.
Te zapomnieliśmy założyć do motocykla.
Policja nas jednak nie wtrąciła do lochow, być może dlatego, że udalo się nam przemknąć niezauważenie, lub dlatego, że ludzie widząc nas, bardzoej skupili sie na naszym motocyklu aniżeli na takich bzdurach jak brakujaca rejestracja motocykla.
Nasz dziwny strój to poprostu mega brecha jaką mamy z jazdy ruską maszyną, kiedy na nią patrzę to zamieniam się w dziecko. W życiu trzeba sie wygłupiać, pozdrawiam 👊😉👊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *