First Cliff Walk by Tissot (Szwajcaria)

First Cliff Walk by Tissot (Szwajcaria)

„First Cliff Walk” był celem dzisiejszego naszego pobytu w górach.
Grindelwald, niewielka wioska zamieszkała przez niespełna 4 000 Helwetów. Populacja ta zapewne wielokrotnie bywa powiększona przez niezliczone rzesze turystów, spragnionych pięknych widoków. Jednak w tych dziwnych czasach, rzeczona miejscowość jest wyludniona, jakby zdziesiątkowana jakąś straszną chorobą.
Meinstrimowe media ogłosiły całemu światu, że niebawem wszyscy staniemy przed obliczem Najwyższego. W związku z tym całkiem spora grupa mieszkańców naszej planety pozwoliła pozamykać się w domach i czeka na koniec świata i sąd ostateczny. Wszystko to sprawiło, że miasta oraz góry stały się pięknie wyludnione, przyroda oddycha pełną piersią a my cieszymy się tym pięknem w wąskim gronie ludzi, którzy nie dali wiary owym dziwnym opowieściom.
Grindelwald, wieś piękna, z fantastyczną architekturą, typowe dla tej części Szwajcarii drewniane chalety, kręcono tutaj „Gwiezdne wojny”, „Jamesa Bonda” i wiele innych filmów.
Dla nas było to mjejsce z którego wyszliśmy w góry. 9 godzin wielkiego wysiłku, tyle samo wielkich uniesień, lody, piwo, nie znajduję niczego co nie podobało mi się dzisiejszego dnia.
Cel naszej podróży to absolutne TOP! nie jest to wprawdzie „najdłuższy most na świecie” jaki zwiedzaliśmy w ubiegłym tygodniu (link do opisu http://motoalpy.pl/?p=1510) Lecz 250 metrów spaceru dziwną konstrukcją dostarcza wspaniałych wrażeń estetycznych.
Trasa do celu od strony technicznej jest łatwa, natomiast nie należy do łatwych fizycznie.
Czy warto się zmęczyć?
Tak.

Cała nasza trasa odbywała się w obecności jego królewskiej mości Eigera, oraz sześciu kolejnych szczytów przekraczających 4000 mnpm. To Alpy bardzo wysokie, to absolutne pięć gwiazdek alpejskich.
Eiger 3967 mnpm, majestatyczna góra, jedna z najtrudniejszych i najdłużej opierających się gór alpinistom. Ostatnia zdobyta w Szwajcarii. Zanim jednak tego dokonano, pochłonęła wiele ludzkich istnień. Jej nazwa jest już udokumentowana w XII w, po raz pierwszy zdobyta w latach 30 XX w. Dla alpinistów ogromne wyzwanie i wspaniała zdobycz, dla zwykłych ludzi jest to prawdziwe dzieło sztuki Matki Natury.
Od strony motocyklowej trudno mi wystawić opinię. Nie jechało mi się dobrze, być może byłem zmęczony i dlatego nie potrafiłem wybierać zakrętów jak wirtuoz. Męczyłem się bardzo, myliłem drogę kilka razy i choć to droga górska, to czegoś mi w niej brakowało. Odczucia mam podobne jak z jazdy autobusem PKS, 200 km bezpłciowej zupełnie pozbawionej emocji jazdy. Być może innego dnia, z innym nastawieniem uznałbym ową trasę za atrakcyjną rzecz. Dzisiaj tego nie zrobię. Choć subiektywnie przyznam, że to piękna górska droga, z mnóstwem bardzo dobrych zakrętów.
Pozdrawiam i do następnego razu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *