Moleson

Moleson

Dzisiaj będzie o Moléson. Rzeczony szczyt znajduje się w alpach fryburskich, złośliwi twierdzą, że to jedyna prawdziwa góra w owym kantonie.
Szczyt niezwykle fotogeniczny. Jest on rzeczywiście jedną z nielicznych gór o tak alpejskiej, surowej urodzie.
Fryburskim górom faktycznie bliżej urodą do Polskich beskidów niż do skalistych alpejskich szczytów.
2002 mnpm. niezbyt imponująca wysokość jak na szwajcarskie realia. Droga na szczyt nie jest techniczna i nawet dziecko pokona ją bez większych trudności. Nie będzie jednak lekko, blisko 900 m podejścia, wielokrotnie sprawi, że pod pozorem podziwiania krajobrazów, będziesz łapał oddech jak ryba wyrzucona na brzeg.
W normalnych czasach Moléson jest mocno oblegany przez wszelkiej maści turystów. Ich mnogość jest skutkiem kolei linowej, dostarczającej tabuny Chińczyków, Hiszpanów i wielu, wielu innych ludzi spragnionych tutejszych widoków.
Tym razem było inaczej. To pozytywne skutki pandemii, wiadomo bowiem, że przyroda ma 5 min. aby odetchnąć od nas wszystkich. My, którzy wdrapaliśmy się na górę, w liczbie niezgodnej z prawem, staliśmy się częścią natury. Pozwolę sobie na daleko posunięte porównanie, byliśmy jak kozice górskie. Najmłodsza sztuka w stadzie miała wiosen pięć, najstarszy zaś kozioł to ja, 44 lata.

Musi być i mała wzmianka o motocyklach, gdyż to właśnie na dwóch kołach dotarłem na owe miejsce kaźni.
Droga, choć piękna i niezwykle malownicza, nie zapewni ci nadmiernej dawki motocyklowych uniesień. To zwykła wycieczka krajoznawcza, najlepiej nadaje się na nią powolne pyrkanie w stylu Harleya.
Po drodze warto zatrzymać się na zamku Gruyère, w miejscowości o tej samej nazwie. Polecałbym również szybką wizytę w muzeum sera lub w fabryce czekolady Nestlé w niedalekim Broc (kiedyś proboszczem był polski ksiądz, pewnie niejednego strudzonego motocyklistę z Polski powitałby z uśmiechem, tak sobie gdybam, pewności bowiem nie mam).
Końcówka trasy to prawdziwe szwajcarskie winkle, tam statecznego Harleya z pewnością chciałbyś zamienić na jakiegoś bolida. Jednak owe winkle są w liczbie sztuk trzech, może nieco większej, zatem całość trasy jak wspominałem raczej emerycka jest trochę.

Czy warto zapuścić się tam motocyklem?
Tak.
To część trasy o nazwie GRAND TOUR of SWITZERLAND”, ciekawskim i bardziej ambitnym polecam poszukanie informacji, czym owa trasa jest.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *